W żadnym razie nie będzie to obiektywne spojrzenie. Nie jestem znawcą muzyki, ale festiwal, o którym tutaj piszę, powinien być oceniany przede wszystkim z punktu widzenia amatora muzyki filmowej, gdyż to tacy najliczniej go odwiedzają. Po wczorajszej inauguracji czwartej edycji Festiwalu Muzyki Filmowej koniecznie trzeba pokazać, jak ta impreza przebiega. A jest co relacjonować.

Festiwal Muzyki Filmowej, który odbywa się w tym roku w Krakowie po raz czwarty, zasłynął wśród fanów Tolkiena plenerowymi pokazami wszystkich części filmowego Władcy Pierścieni w kolejnych latach. Ponieważ po trzech latach repertuar z tego zakresu został wyczerpany, można uznać, że fani Tolkiena nie mają czego szukać na festiwalu. I w zasadzie taka osoba będzie miała dużo racji. Jednak fani Tolkiena to nie tylko ludzie z klapeczkami, w tym wypadku, na uszach. Wielu z nas interesuje się muzyką filmową i śledzi podobne wydarzenia, nawet jeżeli nie mają wiele wspólnego z Tolkienem.

Jak zatem wyglądało rozpoczęcie czwartego Festiwalu? W tym roku całe wydarzenie, w tym pokaz filmu – Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły, odbywa się w hali ocynowni Arcelor Mittal Poland. Miejsce wybrane nie przez przypadek. Dzięki swoim gabarytom i konstrukcji można uzyskać tam na prawdę dobrą akustykę. Organizatorzy zadbali także o sprawną komunikację po terenie huty, na którym znajduje się hala. Specjalnie podstawione autobusy przewożą uczestników od bramy kombinatu na samo miejsce. Do plusów i minusów organizacji z pewnością jeszcze wrócę w kolejnych wpisach, a teraz skoncentruję się na samym występie Joe Hisaishi’ego.

Najpierw kilka słów o tym muzyku. Hisaishi to światowej sławy kompozytor muzyki filmowej, tworzący dla produkcji japońskich. Najsłynniejszym chyba dziełem, dla którego tworzył jest oscarowy Spirited Away. Tworzył też dla bardzo dobrze znanych nam Princess Mononoke czy Ruchomy Zamek Hauru. Koncert składał się z pojedynczych wykonań utworów z różnych dzieł Hisaishi’ego. Oprócz wspomnianych wyżej tytułów pojawiła się także muzyka z Ponyo, Totoro oraz japońskich filmów fabularnych, m.in. Hana-bi, Brother czy Kikujiro.

Hisaishi to nie tylko kompozytor muzyki. Mogę śmiało powiedzieć, że jest człowiekiem światowego kalibru. Także dlatego, że doskonale rozumie muzykę, którą tworzy. Oprócz pisania partytur dla potrzeb filmów, zajmuje się także dyrygowaniem i grą na fortepianie, o czym mogliśmy się przekonać podczas trwania występu. Ponadto jest wyśmienitym aranżerem. Jego rola na scenie nie ogranicza się do prowadzenia orkiestry przez kolejne karty zapisane nutami. To coś znacznie większego. Dyrygując niejednokrotnie odrywa się od zajęcia, by zasiąść przy fortepianie i samemu włożyć w utwór jeszcze więcej energii. Jeszcze więcej emocji. Jakby tego było mało, gdy tylko wraca na miejsce dla dyrygenta znowu prowadzi orkiestrę, już bez batuty. Niejednokrotnie celowo. Wtedy w pełni rozpoczyna się uczta dla ducha. Hisaishi prowadzi orkiestrę z pełnią swoich sił, przelewając całego siebie w melodie, które wręcz wyciska z orkiestry i chórów. Najmocniej chyba widać to było przy okazji odgrywania melodii do filmu Kids Return, opowiadającym o dwóch przyjaciołach, z których jeden został bokserem, a drugi członkiem yakuza. Hisaishi wręcz wymachiwał pięściami jak bokser podczas realizacji tego utworu.

Na prawdę rzadko zdarza mi się widzieć koncert, w którym dyrygent ukazuje cały kunszt swojej twórczości. Powyższy opis w żadnym razie nie odda wrażeń, jakie wywołuje udział w tym wydarzeniu. Muzyka grana i śpiewana przez chóry na żywo, z pełnią werwy i energii połączona z czystością dźwięków instrumentów słuchanych na żywo, której nie sposób w pełni osiągnąć w utworach nagrywanych. To wszystko sprawia, że oglądanie całego występu było ucztą dla ducha. Mówiąc o oglądaniu, mówię także o wizualizacjach, które towarzyszyły koncertowi. W dźwięki wpleciono fragmenty z filmów, których dotyczyła muzyka. Przeplatane obrazy filmowe i ukazujące orkiestrę pozwalały jeszcze lepiej zobrazować sobie całość twórczości Hisaishi’ego. Obrazy, choć fragmentarycznie wyjęte z filmów, zostały tak dobrane, by można było poznać historię z filmów, których widz nie znał, a równocześnie były one tak doskonale zgrane z muzyką, że odnosiło się wrażenie oglądania długich, kilkuminutowych trailerów.

Całość ułożyła się w piękny obraz, który dosłownie mógł tworzyć się przed naszymi oczami. Efekt był piorunujący. Hisaishi zrobił to, o czym nie raz mówi się w odniesieniu do fantastycznych światów, namalował muzyką obrazy, które mogliśmy niemal dosłownie zobaczyć własnymi oczami. Przyznam, że do tej pory nie zwracałem uwagi na tego kompozytora, ale chyba tylko z przypadku, gdyż tak wiele razy słyszałem jego muzykę w filmach i bardzo doceniałem. Z pewnością swoim występem przyciągnął moją uwagę skutecznie i chętnie będę śledził dalszą jego twórczość.

Już dzisiaj wieczorem kolejny koncert w ramach Festiwalu. Tym razem będą to suity z gier komputerowych: Final Fantasy oraz premierowo muzyka z gry Wiedźmin 2, która pojawiła się w sklepach w tym tygodniu. Z muzyką obu gier spotkałem się już i jestem pewien, że i tym razem będzie o czym pisać. Przy tej okazji wspomnę, że niedługo na naszej stronie pojawi się także opis pierwszych wrażeń z gry Wiedźmin 2.

Przeczytaj drugą część relacji z IV Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie.

Tagi: , , , ,

Ten tekst napisano 19 Maj 2011 o godzinie 23:59 i zamieszczono w kategoriach Aktualności, Ciekawostki, Relacje. Możesz otrzymywać powiadomienia o odpowiedziach do tego wpisu przez kanał RSS 2.0. Możesz zostawić odpowiedź lub wykonać trackback ze swojej strony.

Zostaw odpowiedź

Imię (nick) (*)
Adres e-mail (pozostanie ukryty) (*)
Strona www
Komentarz