Lord Bernon z radością przywitał wszystkich gości przybyłych specjalnie do tej części Śródziemia, by uczcić zaręczyny jego córki – Marillë z kapitanem straży Agarlothem. Wkrótce jednak poczuł niepokój. Dostał wieści, że syn jego – Aerion wraca i jest już niedaleko. Jednak czas mijał, a młodzieniec wciąż się nie pojawiał  na progu ojcowskiego dworu. Cóż mogło się stać?

Zlot Arda to doroczna impreza odbywająca się w różnych miejscach Polski, mająca na celu zebranie na kilka dni fanów twórczości Tolkiena. W tym roku po raz trzeci odbyła się ona w Linownie, opodal Drawska Pomorskiego. Choć uczestniczyło w niej mniej osób niż w roku ubiegłym, bo tylko 35, to atmosfera była dwa albo trzy razy lepsza niż w latach poprzednich. Zobaczcie jak bawili się uczestnicy! Oto moja relacja ze Zlotu, który dane mi było współtworzyć. Oczywiście subiektywna.

Fabuła

Zdaniem uczestników, w tym roku fabuła była interesująca, choć miejscami nie do końca dopięta. Starałem się ułożyć ją tak, by kilka razy dziennie każde z plemion musiało się zmierzyć z jakimś szczególnym wydarzeniem. W ostatecznym rozrachunku z realizacją bywało różnie, gdyż niektóre plemiona za bardzo koncentrowały się na wątkach mało istotnych. Ale tak już bywa, także w typowej grze fabularnej, że gracze zaczynają szukać dziury w całym. Moim błędem była zbyt mała kontrola nad tym, jak radzą sobie z zadaniami, choć muszę powiedzieć, że utrzymywanie w ryzach 30 graczy jest niezwykle trudne, o ile w ogóle jest możliwe. Ponadto mam sobie do zarzucenia to, że zbyt późno przerzuciłem się na ciągłą grę postacią Lorda Bernona, ponieważ chciałem poganiać sobie również z przedstawicielami mojego plemienia.

A mimo to udało się doprowadzić historię do końca. W pewnym momencie do wioski przybył kapitan Agarloth donosząc, że mój (jako Lorda Bernona) syn jest umierający. Wysłałem patrole, by sprowadziły dziedzica tak szybko, jak to możliwe. Co też uczyniły, jednak w sposób pozostawiający wiele do życzenia – widok nieprzytomnego młodzieńca niesionego za ręce i nogi był przerażający. Nieszczęśnika oddano pod opiekę zielarki, niestety, Aerion nie odzyskiwał świadomości. Wybłagałem plemiona, by szukały ratunku dla mojego potomka.

Równocześnie Quendi poszukiwali twierdz, w których kiedyś ukryte były artefakty. Zajęło im to cały dzień, czego się nie spodziewałem. Na dodatek nie znaleźli drugiej, nieco ważniejszej twierdzy. W żadnej z nich nie było potężnych przedmiotów, ale w drugiej była wyraźna wskazówka co do odszukania jednego z nich. Pierwszy artefakt miał wypłynąć pierwszego dnia. Skrzętnie podrzucony ruszył w obieg. Każdy, kto znalazł się w jego posiadaniu, musiał sprowokować jakąś absurdalną zagrywką innego uczestnika i dać się zabić, tracąc przedmiot. Quendi w ogóle nie zauważyli sprawy. Drugiego dnia przedstawicielka plemienia Dúnedainów zaczęła ich zaczepiać, ale została totalnie zignorowana i właściwie musiała ginąć na siłę. Nieszczęsna!

Drugi artefakt w końcu został odnaleziony, choć trzeba zaznaczyć, że cudem. Elfowie trafili na wskazówki, a następnie zaczęli iść tropem kolejnych zagadek, które wskazywały miejsce ukrycia artefaktu (a raczej kolejnej zagadki do niego prowadzącej). Co najlepsze, nawet nie zauważyli w miejscu, gdzie znajdowało się pierwsze rozwiązanie, napisu na drzewie, w które wbita była druga zagadka ukryta w pochodni. Chciało mi się płakać, ale powstrzymałem się. Ostatecznie podołali wyzwaniu i znaleźli przedmiot. Inna sprawa, że szukając go, nie zwrócili uwagi na ślady na ziemi (strzałki), ani na odgrzebane runo leśne (aż do gleby). Po prostu chodzili tam i z powrotem wręcz depcząc artefakt ukryty pod liśćmi. A mnie w tym czasie cięły komary…

Wracając do syna Lorda Bernona: leku nie było, bo Quendim nie do końca udało się sprowadzenie jednego ze składników mikstury, który znaleźć można było tylko o północy w lesie. Na nocną wyprawę ruszyły 4 osoby,  w ogóle się nie przejmując atakiem nieśmiertelnego Nazgûla. Dziwi mnie również to, że potężnego Upiora nie ruszały słowa jednego z Elfów: „Odejdź, bo mamy światło, które Cię przegna”. Na jego miejscu po prostu pacnąłbym zuchwalca i zmieszał z glebą, ale Nazgûl postanowił się zlitować .

Kwiat zdobyty, ale jakimś trafem nie dotarł do zielarki. W efekcie syn Bernona zmarł. Gdy teraz o tym myślę, dochodzę do wniosku, że w podzięce Lord Bernon powinien był dać ściąć elfa w związku z akcją z sztandarem Krasnoludów. Generalnie Khazadzi oskarżyli pewnego elfa o kradzież. Nie było dowodu, więc wyrok musiał być uniewinniający. Ale dziwne, że Bernon nie zechciał zemścić się pod tą przykrywką na Elfach za nieudaną nocną eskapadę. Cóż! Mój błąd, że wtedy na to nie wpadłem.

Syn zmarł, więc pozostało szukać winowajcy. Jakoś niewiele osób się do tego paliło. Dunki uznały, że po prostu poczekają do końca i przesłuchają kogo trzeba. Gondor bez inicjatywy gonił tylko tam, gdzie posłał ich Lord Bernon. Szkoda, bo Lord Bernon sam wiele nie wiedział i liczył na ich kreatywność.

Ostatecznie wieczorem odbył się pogrzeb. Cóż to była za ceremonia! Owinięte całunem zwłoki spadkobiercy pochłaniały płomienie. Wszyscy milczeli. No, może nie do końca, ale fakt faktem – każdy rozumiał powagę sytuacji i starał się zachować grobową ciszę. Wkręciłem Rohirrima, członka rodu przyjaznego rodowi Lorda Bernona, Numendila, żeby powiedział kilka słów o swoim zmarłym przyjacielu. Zaskoczony w ten sposób Rohańczyk prawie zjadł mnie wzrokiem, ale odegrał swoją rolę idealnie. Była to wielka improwizacja, za którą bez dyskusji należała się mu nagroda Najlepszego Gracza. Zresztą Numendil, który miał być zakochanym w Marillë Rohirrimem, świetnie wczuł się w rolę. Wieczorem wchodził na dach wiaty i śpiewał serenady pod wyimaginowanym oknem swej wybranki. Było niezwykle romantycznie…

Kolejnego dnia, Dunki zabrały się do roboty. Z pomocą Lorda Bernona schwytany został Umbarczyk i dzień upłynął pod znakiem przesłuchania. Chłopak uparcie nie chciał gadać. Ale w końcu się złamał, bo kto by się nie poddał będąc pojonym zalewą z ogórków kiszonych?… Wyśpiewał ładnie, że to kapitan zabił Aeriona i że planuje otrucie swojego niedoszłego teścia.

Poranny apel! Lord Bernon podsumowuje noc, kończy śniadanie, a Agarloth podaje mu napitek. Dostojny gospodarz jednak otrzymuje także napój od Dúnadana. Oddaje więc trunek kapitanowi i proponuje wypicie za zdrowie jego i Marillë. Kapitan głupieje zaskoczony obrotem sprawy. Odmawia.

– Przecież to nie trucizna – rzuca Lord – Ze mną się nie napijesz?

Kapitan nie wiedząc, co robić, tłumaczy się służbą i wylewa zawartość kielicha. Jednak Lord Bernon już wie o wszystkim. Oskarża go o próbę otrucia i zabicie syna. Gdy kapitan Agarloth krzyczy o Sąd Valarów, nagle tworzy się zamieszanie. Numendil, korzystając z powstałej okazji, postanawia porwać Marillë, zasłaniając swoją ucieczkę przekupionymi krasnoludami. W efekcie Agarloth nie ginie, ale zostaje aresztowany. Lord Bernon uznaje, że Numendil chciał bronić jego córkę przed złem Agarlotha. Tylko jak daleko oni pobiegli, że nie ma ich już od kilku dni? Dziwna sprawa…

Atmosfera

Olbrzymie podziękowania należą się uczestnikom zabawy. Wszyscy zlotowicze podołali codziennym trudom na szlaku, a zarazem potrafili świetnie się bawić przy ognisku każdego wieczoru. Nie brakowało śpiewów przy akompaniamencie gitary, bębna i fletów. Ostatniego wieczora kilka osób wystąpiło z fireshow. Nie zabrakło dysput o minionych zlotach, dobrych żartów, a także poważniejszych dyskusji na tematy nie tylko tolkienowskie, ale też związane z twórczością innych pisarzy.

Jak podsumował to jeden z wieloletnich uczestników Ardy: Tegoroczny Zlot był najlepszym od lat i przypominał klimatem imprezy odbywające się te 5 lat temu, gdy było nas ponad 70 osób. Jak widać, nie trzeba wielkich rzeszy, żeby bawić się dobrze i mieć potem cudowne wspomnienia. I ja będę tegoroczne spotkanie wspomniał z łezką w oku. Działo się tak wiele niezwykłych rzeczy! Dziękuję wszystkim przybyłym!

Tagi: , ,

Ten tekst napisano 29 Sierpień 2011 o godzinie 19:33 i zamieszczono w kategoriach Konwenty, Relacje. Możesz otrzymywać powiadomienia o odpowiedziach do tego wpisu przez kanał RSS 2.0. Możesz zostawić odpowiedź lub wykonać trackback ze swojej strony.

Zostaw odpowiedź

Imię (nick) (*)
Adres e-mail (pozostanie ukryty) (*)
Strona www
Komentarz