Premierę nowej gry osadzonej w świecie opartym na tolkienowskim Śródziemiu mamy za sobą. Ponieważ jest to gra, o której pisaliśmy wiele razy i przyglądaliśmy się przygotowaniom do jej wydania, postanowiłem napisać kilka tekstów na jej temat. Pokażę w nich najciekawsze elementy gry oraz wskażę niedociągnięcia, które udało mi się wyłapać.

War in the North (Wojna na Północy) pojawiła się w sklepach na początku listopada. Od dłuższego czasu mogliśmy śledzić informacje związane z jej powstawaniem oraz oglądać kolejne trailery. Czy okaże się sukcesem producentów? Uważam, że tak i postaram się to poprzeć swoimi opiniami na jej temat w dalszej części.

Dzień 1. – Instalacja i pierwsze wrażenia

Instalacja gry przebiegła bez większych problemów. Warto zauważyć, że gra jest podłączona do systemu Steam, co oznacza, że gdy przypiszemy klucz do naszego konta, nie będziemy w stanie odsprzedać gry. Jedynym wyjściem będzie wtedy odsprzedanie całego konta. Z drugiej strony dzięki Steamowi możemy grać bez martwienia się o ewentualną utratę zapisanej gry. Ponadto, gdy będziemy chcieli zainstalować grę na nowo, nie musimy posiadać jej płyty. Wystarczy pobrać ją przez Steam. Zatem trochę minusów, ale i duże plusy.

Wojna na Północy to typowa gra Action RPG. Mamy elementy rozmów z Bohaterami Niezależnymi, w których nie tylko przeklikujemy kolejne wypowiedzi, ale możemy też poprosić o rozwinięcie wątków, poznanie szczegółów, które z punktu przejścia gry nie mają znaczenia, ale pozwalają graczowi lepiej poznać realia Śródziemia. Duży plus!

Pomiędzy scenami, w których rozmawiamy z różnymi postaciami w zasadzie wędrujemy po kolejnych obszarach Śródziemia rozbijając kolejne oddziały wroga. Nie ma się jednak co łudzić. Gra nie pozwoli nam na dokonywanie wyborów, które wpłyną na losy Wolnych Plemion. Musimy podążać po liniowej fabule dokładnie tak, jak sobie zażyczą tego drugoplanowe postacie. Jedynym urozmaiceniem są malutkie zadania poboczne, które wykonujemy niejako przy okazji.

Kilka słów o pierwszych krokach w grze. Bardzo zawiódł mnie system nauki sterowania. Był to jedynie dymek informacyjny w prawym górnym rogu, który pojawiał się zaledwie na kilka sekund. Trzeba też podkreślić, że jest on mało dostrzegalny – tj. słabo odciąga uwagę od centrum ekranu. W ten sam sposób wyświetlają się także informacje o nowych zadaniach i ich ukończeniu. Zatem, jeżeli chcemy poznać klawisze sterowania w pełni, musimy sięgnąć do instrukcji gry albo uczyć się ich z czasem czytając porady na ekranach ładowania.

Dzień 2. – Fabuła gry i system walki

Warto powiedzieć, jak wygląda pokrótce fabuła War in the North. Podczas gdy Frodo rozpoczyna swoją wielką przygodę, troje towarzyszy: Eradan, syn Baranora, jeden z Dunedainów; Farin, syn Norina – krasnoludzki wojownik do złudzenia przypominający mi Gimlego; oraz Andriel – czarodziejka z Imladris; podejmuje się równie niebezpiecznej wyprawy. W czasie trwania gry sterujemy jednym z nich, ale pomiędzy poszczególnymi etapami możemy dokonywać zamiany prowadzonej postaci. W ten sposób, gdy jeden bohater nam się znudzi, możemy przejść na kolejnego. Jest to także przydatne, gdyż każdy z nich ma swoje indywidualne umiejętności.

Nasi bohaterowie niejako z przypadku stają się istotnym trybikiem, który może pomóc Drużynie Pierścienia w wyprawie. Sauron postanowił stworzyć armię na północy Śródziemia, a zlecił to zadanie człowiekowi imieniem Agandaur, którego miał nauczać magii, ale o tym później. Bohaterowie chcąc pomóc Aragornowi w odnalezieniu Froda, który jeszcze nie dotarł do Bree odkrywają knowania Saurona i po części psują mu szyki. Oczywiście jest to dopiero początek większej rozgrywki, która ostatecznie ma na celu rozproszenie uwagi Saurona i ułatwienie Drużynie Pierścienia podróży na wschód.

Trzeba przyznać, że jak do tej pory nie czułem, żeby w jakiś sposób znaczący wpływano na historię samego świata Tolkiena. Wydarzenia z którymi się stykamy można potraktować na zasadzie: mogły się zdarzyć, ale nikt nie musiał ich opisać. Daje się zauważyć, że autorzy scenariusza starali się, by nie zarzucono im nadmiernej modyfikacji myśli Tolkiena. Poniekąd fabuła gry przypomina mi takie imprezy jak Fornost czy Zlot Arda, tyle że na ekranie komputera. Kolejny duży plus!

Na duże pochwały zasługuje system walki. Jest dynamiczny i intuicyjny. Każde kliknięcie lewego przycisku myszki (LPM), to uderzenie, a za pomocą klawiszy ruchu decydujemy, w którą stronę je skierujemy. Po serii ciosów możemy zadać krytyczne trafienie przeciwnikowi za pomocą mocnego ciosu (prawy przycisk myszki – PPM). A warto to robić jak najczęściej, gdyż w ten sposób zdobywamy punkty doświadczenia i szybciej rozwijamy naszą postać. Szybkie i efektowne walki wciągają i choć gra praktycznie tylko z nich się składa, nie nudzą ani trochę. Tym bardziej, że co chwila zmieniają się wrogowie: gobliny, orkowie, upiory, trolle, a nawet kamienne olbrzymy. Warto też zauważyć, że możemy często i szybko odskakiwać przed atakami wrogów, dzięki czemu unikamy ciosu. I to naprawdę działa! Gdy widzimy, że troll już bierze zamach swoim młotem możemy uciec w ostatniej chwili. Gdy upiór kurhanu magicznie unosi kamienie wkoło siebie, a my właśnie go dobijamy, możemy spektakularnie uciec przed uderzeniem opadających głazów. Dzięki temu możemy poczuć prawdziwą dynamikę gry i przeżywać wspaniałe przygody.

Z pewnością można ponarzekać na kilka aspektów. Wśród nich pojawi się magia, jednak temat ten poruszę w kolejnej części cyklu. Na chwilę obecną Wojna na Północy bardzo mnie wciągnęła i śmiało mogę już teraz powiedzieć, że bije na głowę grę Lord of the Rings: Conquest, które było w swojej formie dość podobne. Do tego wątku jednak także jeszcze wrócę.

Tagi: , , , , ,

Ten tekst napisano 18 Listopad 2011 o godzinie 08:44 i zamieszczono w kategoriach Ciekawostki, Gry komputerowe, Recenzje. Możesz otrzymywać powiadomienia o odpowiedziach do tego wpisu przez kanał RSS 2.0. Możesz zostawić odpowiedź lub wykonać trackback ze swojej strony.

Zostaw odpowiedź

Imię (nick) (*)
Adres e-mail (pozostanie ukryty) (*)
Strona www
Komentarz