W poprzednim artykule opisałem pokrótce proces instalacji gry, pierwsze wrażenia i system walki, który bardzo mi się spodobał. Teraz wymienię kolejne plusy i minusy gry, które dostrzegłem podczas przechodzenia gry.

Pierwszą rzeczą, o jakiej pomyślałem odkrywając kolejne etapy fabuły, było wykorzystanie wiedzy z książek Tolkiena. Autorzy gry wykroczyli znacząco poza wizję kreowaną w filmie Władca Pierścieni i sięgając po oryginalne dzieło, dołożyli nowe postacie, które wyjaśniają nam różne aspekty świata Śródziemia. Spotykamy samego Gwaihira, który tłumaczy kim jest (sam fakt rozmowy z orłami jest zaskoczeniem dla naszych bohaterów). Dowiadujemy się nieco na temat sytuacji Dunedainów oraz historii północnego królestwa – Arnoru.

Fabuła gry nie powala na kolana, ale jest interesująca i wciąga wystarczająco. Choć jesteśmy prowadzeni za rączkę przez cały czas, możemy nacieszyć się bogactwem wydarzeń przygotowanych dla nas przez SnowBlind Studios. Dialogi bohaterów niestety też nie należą do górnolotnych, ale to nic. 

Nawiązując do mojego poprzedniego wpisu na temat tej gry: samouczek pomimo, że szybko znika, jest jednak dostępny w menu postaci pod zakładką z zadaniami. W zasadzie nie miałem potrzeby odczytania go ponownie. Choć znikał szybko, sam mogłem nauczyć się wszystkich (a nie było ich wiele) klawiszy używanych w grze metodą prób i błędów.

War in the North nie jest grą idealną. Największym minusem jest użycie (niestety po raz kolejny w tego typu grze) magii. Autorzy chcąc wypełnić całkowicie klasyczny model drużyny: wojownik, zwiadowca i mag, pozwolili na wykorzystanie magii przez bohaterów. Ale, pomimo całej mojej nienawiści do wprowadzania magii do Śródziemia, stanę w obronie twórców gry. Magią posługuje się tylko Andriel. Jako elfka poniekąd może mieć możliwości, by używać jakiejś formy mocy (choć nadal nie potrafię się na to zgodzić). Szczęśliwie reszta jej przyjaciół takich możliwości nie ma. Jeżeli chodzi o magię po stronie wrogów. Wytłumaczenie fabularne jest takie, że sam Agandaur pobierał nauki u Saurona, stąd jako nieliczny z ludzi potrafi operować siłami nadnaturalnymi. W czasie gry spotykamy też szamanów ludzi z północy, którzy wiedzę o magii mieli przekazywać sobie przez pokolenia. Niektórzy orkowie też będą używać magii, co jest wyjaśnione nauczaniem ich przez „głównego złego” gry. Przyznam, że takie tłumaczenie nie satysfakcjonuje mnie w pełni, ale pozwolę sobie wyjątkowo przymrużyć oko na całą sprawę.

Wciąż nie mogę się przekonać do generowanej za pomocą grafiki 3D krwi. Posoka strasznie się błyszczy i bardziej przypomina bordową rtęć niż faktyczną krew. Niestety, w War in the North mamy z nią stale do czynienia, przez co gra traci nieco wizualnie. Nadal pozostaję zwolennikiem prostszych rozwiązań, jeżeli chodzi o chlapanie krwią.

Ostatnia uwaga dotyczy poruszania się. Niestety irytujące są momenty, gdy chcemy przejść w miejsce, do którego normalna osoba bez kłopotu by się dostała, a my wpadamy na niewidzialną barierę. Tak samo dużym problemem jest blokowanie przejścia przez innych członków drużyny. Aby móc przejść przez wąski przesmyk niejednokrotnie musimy się przeturlać pod nimi.

Ah! Zapomniałem jeszcze o rozgrywce sieciowej. Twórcy gry chwalili się, że będzie to jedna z najmocniejszych stron tej gry. Niestety trudno mi to ocenić, bo… rozgrywek w ogóle nie ma. Ilekroć próbowałem zagrać po sieci, nikt inny tego nie robił. Aż mnie to zaskoczyło. Podejrzewam, że niestety zaprojektowano dziwny sposób dobierania sobie towarzystwa do gry, który powoduje takie problemy. Z tego względu nie jestem zatem w stanie określić, czy taka rozgrywka jest ciekawa i na czym dokładnie polega.

Wyszło na to, że dzisiaj trochę ponarzekałem na Wojnę na Północy, ale mimo wszystko uważam, że gra jest warta uwagi ze strony osób, które interesują się cRPG i lubią Tolkiena. Choć nie powala na kolana, uważam, że jest znacznie lepszym produktem niż Władca Pierścieni: Podbój. Jeżeli macie inne zdanie, napiszcie o tym w komentarzach poniżej. Każdy ma swoje gusta i z pewnością znalazł w tej grze inne plusy, jak i minusy. Starałem się tutaj nie uprawiać popularnego ostatnio narzekactwa, a jedynie przedstawić grę w obiektywnym świetle.

Tagi: , , , ,

Ten tekst napisano 29 Listopad 2011 o godzinie 12:52 i zamieszczono w kategoriach Ciekawostki, Gry komputerowe, Recenzje. Możesz otrzymywać powiadomienia o odpowiedziach do tego wpisu przez kanał RSS 2.0. Możesz zostawić odpowiedź lub wykonać trackback ze swojej strony.

Zostaw odpowiedź

Imię (nick) (*)
Adres e-mail (pozostanie ukryty) (*)
Strona www
Komentarz