Za nami pierwsze w tym roku spotkanie fanów twórczości Tolkiena w Krakowie – KrakTolk. Co się działo? Jak było? Oto krótka relacja.

Gdy dotarłem do restauracji Media Aetas po długim dniu wypełnionym zajęciami na uczelni, czułem, że w końcu odpocznę. Na miejscu była już Tinwelin, która przybyła ponad pół godziny przed czasem. Spotkanie, jak zwykle, umówione było na godzinę dziewiętnastą, ale tradycyjnie starałem się być wcześniej, by móc wszystkich przywitać. Tym razem dostaliśmy salę świec, wspaniały zakątek restauracji, gdzie jedna ściana jest pokryta woskiem świecowym, a na licznych półkach stoją całe świece podświetlane lampkami. Dwa dni wcześniej poprosiłem o rezerwację miejsca dla piętnastu osób. Jak się okazało, mniejszej ilości, niż faktyczna.

W sali przygotowany był długi stół złożony z trzech mniejszych. Było przy nim kilkanaście krzeseł. Zapowiadał się niezwykły wieczór. Nie byłem jednak pewien ile osób się pojawi. Niejednokrotnie zgłaszało się dziesięć osób, a pojawiało najwyżej pięć. Ledwie spocząłem na swoim miejscu, gdy tuż za mną przyszli Hithlome i Mithrandir. Zaraz też dołączył do nas Daeruth, a po nim Maryen. Była nas już szóstka. Wyśmienicie! Uznałem, że poczekamy jeszcze chwileczkę na inne osoby i zaczniemy.

Już wtedy rozpoczęły się małe dyskusje na tematy bieżące. Porozmawialiśmy o zbliżającym się Pyrkonie, na którym Mithrandir koordynuje prace bloku Gier Komputerowych. Nie porozmawialiśmy zresztą długo, gdy do sali weszła grupa nowych osób. Od razu rozpoznałem Samalaia, którego miałem okazję ostatnio poznać dzięki serwisowi larpownia.pl. Reszta to była w pewnym sensie jego „świta”. Niestety wciąż nie pamiętam imion, a nawet nicków osób, które przybyły (za co bardzo przepraszam), jednak sądzę, że kolejne spotkania będą świetną okazją, by w końcu uzupełnić te braki.

Postanowiłem ruszyć z pierwszym tematem. Jakiś czas temu prezentowałem na uczelni krótką prelekcję na temat Tolkiena jako filologa – nie pisarza. Wykład koncentruje się na językach tolkienowskich, historii jego fascynacji tą tematyką i powodem, dla którego to one są trzonem Śródziemia. Postanowiłem tę samą prelekcję pokazać uczestnikom KrakTolka. Nie obyło się bez małych wpadek, trochę z pewnością też przynudzałem, ale ostatecznie wszyscy mogli się czegoś ciekawego dowiedzieć. Dopiero po fakcie dowiedziałem się, że była wśród nas studentka filologii, która skrzętnie to ukrywała nie odpowiadając na moje zapytania, dotyczące pewnych detali języków (typowo językowe pytania). Pozostaje mieć nadzieję, że nie tylko przez grzeczność stwierdziła potem, że prelekcja była udana i ciekawa. Zainteresowanie dostrzegłem – przyznaję.

W trakcie dyskusji dotarła do nas jeszcze jedna osoba, tym razem Avlene z KSF (Krakowskiej Sieci Fantastyki). Zaraz po zakończeniu mojej wypowiedzi, uczestnicy poprosili o odczytanie jakiś fragmentów w sindarinie lub quenya. Mogłem jedynie posłużyć się książką Potwory i Krytycy, w której to zamieszczony jest tolkienowski Oilima Markirya. Gdy już miałem zabierać się za czytanie, pojawił się Nolimon, którego dobrze znam z forum Elendilich. Ponieważ wiem, jak w przeszłości interesował się także językami Tolkiena, poprosiłem go o odczytanie tego tekstu. Ku mojej satysfakcji zgodził się, co uratowało mi skórę, albowiem nie umiem poprawnie czytać quenya czy sindarinu (wymowa była  dla mnie zawsze wielkim problemem). Uniknąłem w ten sposób kompromitacji, a uczestnicy zyskali słuchając poprawnego (przynajmniej z mojego punktu widzenia) odczytu dzieła.

Po tym zaczęły się dyskusje wszelakie. Zapytałem Mithrandira o Fornost i jego termin w kontekście Orkonu. Tutaj włączył się Samalai, który organizuje jeden z LARP-ów na tym ostatnim. Uczestnicy rozpoczęli rozmowy w mniejszych grupkach. Sam porozmawiałem chętnie z Nolimonem na temat naszej pasji do dzieł Tolkiena i tego, jak z czasem może ona wygasać.

Samalai z koleżanką musieli niestety wcześnie wyjść, ale niedługo po nich dotarł do nas Ertai z jeszcze jedną osobą (ponownie przykro mi, że imienia nie pamiętam). Chwilę wcześniej ruszyłem z dyskusją na temat przyjaźni Tolkiena i Lewisa. W toku przywoływania kolejnych cytatów z książki, którą się podpierałem (a była to Tolkien i C.S. Lewis – historia niezwykłej przyjaźni Colina Durieza) wyszło na jaw, że w gruncie rzeczy Lewis był poczciwym człowiekiem, który wspierał Tolkiena, natomiast ten drugi był niemiłym gościem, ciągle krytykującym twórczość Lewisa. Bardzo starałem się bronić Tolkiena (niemal osamotniony w tym boju). Śmiechu było dużo. Każdy kolejny cytat pogrążał naszego profesora bardziej i bardziej. W końcu dałem za wygraną i postanowiłem, że na kolejne spotkanie przygotuję konkretne argumenty w obronie Tolkiena. Choć w oparciu o tę dyskusję stwierdziłem, że książka tak czy inaczej nie kłamie w tytule, bowiem jest napisane, że przyjaźń ta była „niezwykła”. Salwy śmiechu odbijały się co chwila od ścian podczas tej dyskusji, którą zapamiętam na długo. Był to KrakTolk, jakim go chciałem widzieć od dawna.

W sumie pojawiło się na spotkaniu siedemnaście (!) osób. Istny rekord, który (obawiam się) następnym razem może być pobity. Obawy moje dotyczą jedynie pojemności Media Aetas i możliwości dyskutowania w gronie przekraczającym dwadzieścia uczestników. Mimo to, jestem dobrej myśli i wierzę, że niezależnie od tego, ile osób się pojawi, każdy będzie bawił się dobrze.

Ostatecznie nie podjęliśmy całej rzeszy innych ciekawych tematów, które mieliśmy w agendzie. Ale jak mawiał klasyk: co się odwlecze, to nie uciecze (tudzież: robota nie gołota, nie ucieknie). Postanowiłem, że te kwestie poruszymy na kolejnym spotkaniu. A to planujemy na kwiecień. Doprawdy bawiłem się świetnie. Ciekawe, merytoryczne (a czasem i nie) dyskusje, salwy śmiechu, interesujący ludzie pełni świetnych pomysłów. Całość działa się w bardzo klimatycznym i gościnnym Media Aetas, którego obsługę bardzo sobie cenię (mimo, że czasami trzeba na nią czekać nieco długo). Chętnie wrócimy tam kolejnym razem.

Przypomniał mi się opis klubów tworzonych przez Tolkiena jak i Lewisa, w tym Inklingów. Nasze spotkania zaiste są inspirowane ich działalnością. To kolejny sposób kultywowania tradycji, które oni zapoczątkowali.

Przed nami jeszcze spotkanie WrocTolk, które odbędzie się w sobotę (to już jutro!). Olórin zadba o uczestników, którzy spotykają się o 19:19 pod pomnikiem Fredry i wspólnie wybiorą się stamtąd do Miodosytni. Serdecznie zapraszam wszystkich także na to spotkanie.

PS. Zdjęć niestety nie mam z ludźmi. Zabawa była tak dobra, że zapomniałem o nich. Mam tylko fotografie miejsca.

Tagi: , , , , , , , , ,

Ten tekst napisano 2 Marzec 2012 o godzinie 10:17 i zamieszczono w kategoriach Bez kategorii, KrakTolk, Relacje, Spotkania. Możesz otrzymywać powiadomienia o odpowiedziach do tego wpisu przez kanał RSS 2.0. Możesz zostawić odpowiedź lub wykonać trackback ze swojej strony.

Zostaw odpowiedź

Imię (nick) (*)
Adres e-mail (pozostanie ukryty) (*)
Strona www
Komentarz