John Flanagan zrobił coś, za co moim zdaniem powinien być zarówno wychwalany jak i tępiony do końca życia – stworzył kolejny cykl osadzony w świecie znanym nam z jego Zwiadowców. Nowa seria nosi tytuł Drużyna, a jej pierwszy tom Wyrzutki właśnie udało mi się odłożyć na półkę. Czy warto było w ogóle sięgać? O tym na koniec tej recenzji.

Tom pierwszy nowej serii autorstwa Johna Flanagana pojawił się w naszych księgarniach w maju. Co ciekawe, trwały jeszcze wtedy prace nad Zwiadowcami.  Tutaj warto przypomnieć, że cykl ten doczekał się dziesięciu tomów, a specjalny, zarazem ostatni, jedenasty tom dosłownie kilkanaście dni temu ujrzał światło dzienne. O nim jednak tutaj pisał nie będę więcej nad to, że jest on zbiorem historii uzupełniających wydarzenia z wydanych wcześniej książek.

Wrócę teraz do Wyrzutków. Akcja książki przenosi nas do Skandii. Tom podzielony jest na kilka ksiąg. Na początku otrzymujemy dość obszerny wstęp, który ma nadać pewien kontekst życiu głównego bohatera. Jest nim Hal Mikkelson, syn znamienitego i cenionego przed laty wojownika – Mikkela. Niestety, chłopak jest w połowie Arauleńczykiem, co na każdym kroku lubią wytykać mu rówieśnicy. Hal, żyjąc w odosobnieniu, zaprzyjaźnia się ostatecznie z innymi chłopcami, którzy podobnie jak on są wyrzutkami z różnych powodów. Wśród nich najbliższym mu staje się Stig.

Lata płyną i wkrótce chłopcy zostają zmuszeni do wzięcia udziału w specjalnym szkoleniu, które ma ich wprowadzić w dorosłe życie. Oczywiście rówieśnicy nie garną się do przyjęcia odszczepieńców do swoich drużyn, toteż grupa najbardziej niechcianych tworzy swój własny, znacznie słabszy zespół. Teraz dopiero zaczynają się prawdziwe emocje. Drużyny mają ze sobą rywalizować w różnych konkurencjach zbierając punkty. Jaki będzie ostateczny wynik? Czytelnicy Flanagana raczej nie będą zaskoczeni zakończeniem. Choć z pewnością zrozumieją, skąd tak na prawdę bierze się tytuł tomu.

Trochę krytyki

Nie bez powodu napisałem na początku, że Flanagan powinien zbierać cięgi. Jego książka jest przewidywalna w każdym calu. Pewne elementy fabuły, które bardzo wpływają na zakończenie wprowadził moim zdaniem zbyt szybko. Bo choć z początku nie mogłem powiązać ataku piratów z głównym wątkiem (nie zdradzę o co chodziło w detalach i radzę tu zaspokoić ciekawość lekturą), to na długi czas przed końcem książki wiedziałem, co mnie czeka w finale.

Drugi zarzut to jednak rozbudowywanie świata na siłę. Gdyby to chociaż było oryginalne!… Stworzenie nowej serii nie jest złym pomysłem (co zaraz rozwinę), jednak gdy po raz kolejny dostaję tą samą cukierkową historię, czuję lekkie mdłości. Może to nadmiar słodyczy?

Na obronę trzeba jednak powiedzieć, że Flanagan celuje przede wszystkim w młodzież. I to tę nastoletnią, która zdecydowanie woli proste historie w klimatach fantastycznych, niż skomplikowane intrygi, krwawe walki i moc przekleństw rzucanych na lewo i prawo (ale czy aby na pewno woli?). Każdy, nawet wyjadacz literatury fantastycznej, czasami po prostu chce odpocząć i poczytać coś lekkiego, przyjemnego, wręcz bajkowego. A to właśnie serwuje nam autor.

Jednak pochwalę

I przekornie chyba teraz napiszę, że jednak cieszy mnie kolejny cykl osadzony w tym świecie. To jest coś, co bardzo zniechęciło mnie do Rowling i jej Harry’ego Pottera. Tego typu historie po prostu muszą się nadal toczyć, skoro ludzie je lubią (a Zwiadowcy byli też bestsellerem!). Rowling zamknęła się w siedmiu tomach. Owszem, było kilka dodatkowych materiałów, ale generalnie zrezygnowała z rozwijania swojego magicznego świata. Flanagan tego błędu nie popełnił. I może to tylko kwestia zarobków, jakie niesie mu popularność Zwiadowców, a może pasja do tworzenia i rozwijania swojego uniwersum. Niezależnie od pobudek, w końcu dostaję książki, które nie tylko mnie bawią, ale zaspokajają nieustanną potrzebę zagłębiania się w świat (co też zawsze ceniłem w dziełach Tolkiena).

Historia, choć nie jest skomplikowana, bawi. Czasami nawet bardzo. Widać też, że autor bardzo przyłożył się po raz kolejny pod kątem merytorycznym. Z łatwością operuje słownictwem żeglarskim i wykorzystuje wiedzę o technologiach z tej dziedziny, by jego powieść była jeszcze ciekawsza.

Główny bohater, choć nie jest zbyt skomplikowany psychologicznie, a momentami wręcz przypomina Willa, daje się polubić szybko. Z pewnością dotrze do nastolatków, którzy tak, jak on chcą przeżywać niezwykłe przygody.

Kończąc: książka spodobała mi się. Była lekka w lekturze i połknąłem ją w kilka dni, sięgając tylko w wolnych chwilach. Toteż jej grubość nie powinna nikogo zmylić. Fabuła jest przystosowana raczej dla młodych osób, ale nieco starsi fantaści także docenią pomysłowość autora. Po cyklu Zwiadowców, który przypadł mi bardzo do gustu, jest to seria, którą z pewnością także skompletuję.

Polecamy wam zakup książek Flanagana w księgarni internetowej Gandalf.com.pl, z którą współpracujemy w promowaniu literatury fantastycznej. Przypominamy też, że trwa zorganizowany przez tę księgarnię konkurs, o czym informowaliśmy was niedawno.

Książkę zrecenzowałem także w ramach nowej serii Raportu Obieżyświata:

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Informacje o książce:

Autor: John Flanagan
Tytuł: Drużyna 1. Wyrzutki.
Wydawnictwo: Jaguar

Tagi: , , , , , , , , , ,

Ten tekst napisano 19 Lipiec 2012 o godzinie 21:40 i zamieszczono w kategoriach Ciekawostki, Nowości wydawnicze, Polskie wydawnictwa, Recenzje. Możesz otrzymywać powiadomienia o odpowiedziach do tego wpisu przez kanał RSS 2.0. Możesz zostawić odpowiedź lub wykonać trackback ze swojej strony.

Zostaw odpowiedź

Imię (nick) (*)
Adres e-mail (pozostanie ukryty) (*)
Strona www
Komentarz