Archiwum dla kategorii ‘Recenzje’

Niestety w ostatnich tygodniach brakowało mi czasu, żeby napisać obiecaną drugą część recenzji Hobbita 2. Szczególnie przykro mi, bo odzew z waszej strony był bardzo szeroki i pozytywny. Dla osłody mogę zdradzić w takim razie, że wkrótce także parę słów o rozszerzonym wydaniu BD Hobbita: Unexpected Journey. Oby znacznie szybciej niż teraz.

W swoim poprzednim wpisie skupiłem się przede wszystkim na ocenie filmu z różnych punktów widzenia: tolkienisty, fana filmowego Władcy Pierścieni i przeciętnego zjadacza chleba. Tym razem zrobię coś zupełnie innego i zwyczajnie skoncentruję się na postaciach.

thranduil

Z góry uprzedzam, że tutaj spoilery będą się lały obficie. Choć podejrzewam, że większość z was ma za sobą już seans filmowy.

Założeniem tego wpisu nie jest jednak informowanie, a prędzej przedstawienie mojego punktu widzenia i zachęcenie was do dyskusji.

Zacznę od Beorna. Postaci, która w Hobbicie zawsze kojarzyła mi się z wielkim, postawnym człowiekiem. Przede wszystkim potężnym. W filmowym Hobbicie dostaję człowieka dość postawnego, wysokiego, dobrze zbudowanego, ale… jakby zmutowanego. Ale pal to sześć.

Bardziej bawi mnie fakt, że Jackson postanowił już na dzień dobry pograć tą postacią z humorem. Gdy bohater wraca o poranku do swojego domostwa widzimy jego przemianę w człowieka. Zaraz po niej zatacza się, jakby był po dobrej, całonocnej balandze. Niestety nie tylko mnie się tak to skojarzyło – cała sala wybuchnęła śmiechem.

Przeczytaj całość

Dawno już nauczyłem się, że wszystkim nie dogodzi. W jakiejkolwiek sytuacji się nie znajdziemy znajdziemy zarówno osoby popierające dane zjawisko, jak i zupełnie mu przeciwne. I nie zdziwi nikogo, gdy napiszę, że takim najsilniej widocznym ostatnimi czasy w środowisku fantastów przykładem będzie film Hobbit: Pustkowie Smauga. Tydzień temu w końcu zobaczyłem film i postanowiłem przekazać kilka swoich przemyśleń.

 beczki

Hobbit: Pustkowie Smauga, to kontynuacja filmowej trylogii autorstwa Petera Jacksona. Niekwestionowanie zasłużonego dla kinematografii człowieka, który podjął się te ponad 10 lat wcześniej przeniesienia Władcy Pierścienia na duży ekran. Już wtedy adaptacja budziła wiele kontrowersji. Jednak zdaje się, że była zaledwie pryszczem w porównaniu, do samowolki, jakiej dopuścił się reżyser tworząc Hobbita. Film, który miał przenieść książkę do wielkich multipleksów okazał się rosnąć w tak zawrotnym tempie, że dopiero po nakręceniu ujęć PJ zdecydował się nie na dwie, ale trzy części.

I zaczęły się kłótnie o tworzenie trylogii, rozbijanie fabuły, dorabianie nowych wątków, niespójność ze światem Tolkiena, a nade wszystko – komercyjne ssanie ile się da ze spuścizny autora. I pewnie w wielu przypadkach racja leży po stronie tych narzekających. Jednak gdy spojrzymy na całe zjawisko z innej strony, okaże się, że do końca tak źle wcale nie jest.

Dlatego przede wszystkim wpis ten podzielę na dwa. Skoro PJ filmy mógł, to ja wpisy też mogę. A co?!

Hobbita można oglądać na trzy sposoby i myślę, że starałem się w ciągu jednego seansu odbierać go na każdy z nich po części, wcielając się w rolę widza każdej kategorii. Oczywiście – broń Eru – nie na raz. Dzięki temu myślę, że moje poglądy na temat filmu uległy swoistemu złagodzeniu. A nade wszystko obiektywizacji.

Czytaj dalej »

… strzelający z oczu wszystkich fanów twórczości Tolkiena. A przynajmniej tak mi się wydaje, gdy słyszę utwór wybrany na wiodący kawałek dla drugiej części jacksonowskiej trylogii – Hobbit: Pustkowie Smauga. 

I See Fire to utwór autorstwa Eda Sheerana – brytyjskiego artysty, urodzonego w 1991 roku. Kawałek odbiega od klimatu muzyki, której do tej pory mogliśmy słuchać przy okazji kolejnych części Władcy Pierścieni, czy pierwszego Hobbita. Jaki jest nowy styl? Jak dla mnie zdecydowanie zbyt lekki. Nawet jeżeli słowa są miejscami – powiedzmy szczerze – epickie, to oprawa melodyjna i końcówka jednoznacznie przywodząca na myśl boysband z lat 90, sprawiają, że nie chce się wierzyć, by PJ wybrał kawałek do filmu. A jednak to prawda! Dlatego postanowiłem dość humorystycznie podejść do sprawy i na kanale Raportu Obieżyświata zamieściłem własny montaż tej muzyki z ujęciami pochodzącymi ze zwiastunów do filmów oraz innych materiałów dostępnych na YouTube.

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Przy okazji wydaje się, że Howard Shore drastycznie zmienił stylistykę swojej muzyki w kontynuacji Hobbita: Niezwykłej Podróży. Teraz ścieżka filmowa zupełnie zdaje się nie nawiązywać do poprzednich, ale diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. Czy czasem nie pojawił się już cały album do Pustkowia Smauga? Jeszcze będę o tym pisał.

Jest coś takiego w pierwszych ujęciach Hobbita, że zaczyna wciągać. Zobaczyć znowu gabinet Bilba, usłyszeć, jak głos bohatera poczyna snuć historię. Od razu rozumiem: I think I’m quite ready for another adventure.

Premiera Hobbita w Polsce nastąpi 25 grudnia, ale już dzisiaj proponuję wam moją własną recenzję tego filmu, który szczęśliwie było mi dane zobaczyć wcześniej. Ze swojej strony obiecuję w niej minimum spoilerów (a najlepiej wcale) i maksimum skoncentrowania się na kwestiach ogólnych filmu, dzięki czemu możecie sami ocenić, czy film wart jest pieniędzy, czy też nie. Wyczerpującą recenzję pełną olbrzymich ilości spoilerów przygotuję jeszcze przed premierą, więc ciekawscy także powinni czuć się zadowoleni (śledźcie nas!).

Uchylę najpierw rąbka tajemnicy o początku filmu. Peter Jackson wraca do utartego już we Władcy Pierścieni zabiegu stworzenia tła historycznego dla opowieści. Zatem choć Bilbo opowiada nam historię, to rozpoczyna ją od wydarzeń w Ereborze dziejących się wiele lat wcześniej. Tak już na starcie dostajemy porcję tła historycznego i wczuwamy się w poważny klimat, który dalej będzie po równi mieszany z zabawnymi, doskonale znanymi nam scenami z książki.

Po tej historii mamy chwilę wytchnienia i lekkiego powrotu do Władcy Pierścieni. Obserwujemy niejako dzień z życia Bilba i jego podopiecznego Froda. Oni jeszcze nie wiedzą, że ten dzień (urodzin Bilba) będzie początkiem całkiem innej przygody. Swoją drogą, myślę, że znajdzie się rzesza fanów, którzy teraz przerobią Władcę Pierścieni i włożą na początek rozszerzonej Drużyny Pierścienia sceny z Hobbita. Ale dość spoilerowania. To zaledwie początek i celowo opisany przeze mnie bardzo ogólnie. (Just have fun for yourself!)

Historia i bohaterowie

Fabuła Hobbita nie została moim zdaniem bardzo zmieniona. Oczywiście, są chwile, gdy w różnych detalach dostrzegamy różnice. Tym razem jednak nie mamy do czynienia z olbrzymią ingerencją reżysera. Nie zostały wycięte duże partie historii, jak miało to miejsce z Tomem Bombadilem we Władcy Pierścieni. Sama fabuła została znacząco rozszerzona. Oczywiście byliśmy na to już przygotowani. Pojawia się Radagast, Biała Rada, a także ważny oponent dla głównego bohatera. W przeciwieństwie do Władcy Pierścieni, tutaj nie mamy zbyt wielu scen ukazanych od strony „nieprzyjaciela”. Jest ich dosłownie kilka. Czytaj dalej »

Sierpień był bardzo pracowity dla Raportu Obieżyświata. Pepcok odwiedził tegoroczny Krakon, a Ivellios ogarniał Zlot Arda 2012. Oczywiście z obu tych wydarzeń mają dla was wideorelację. Do ekipy dołączył też Alan “Zerr” Gajewski debiutując w nowym odcinku programu Na Marginesie recenzją książki Marcina Mortki – Martwe Jezioro.

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Czytaj dalej »

John Flanagan zrobił coś, za co moim zdaniem powinien być zarówno wychwalany jak i tępiony do końca życia – stworzył kolejny cykl osadzony w świecie znanym nam z jego Zwiadowców. Nowa seria nosi tytuł Drużyna, a jej pierwszy tom Wyrzutki właśnie udało mi się odłożyć na półkę. Czy warto było w ogóle sięgać? O tym na koniec tej recenzji.

Tom pierwszy nowej serii autorstwa Johna Flanagana pojawił się w naszych księgarniach w maju. Co ciekawe, trwały jeszcze wtedy prace nad Zwiadowcami.  Tutaj warto przypomnieć, że cykl ten doczekał się dziesięciu tomów, a specjalny, zarazem ostatni, jedenasty tom dosłownie kilkanaście dni temu ujrzał światło dzienne. O nim jednak tutaj pisał nie będę więcej nad to, że jest on zbiorem historii uzupełniających wydarzenia z wydanych wcześniej książek.

Wrócę teraz do Wyrzutków. Akcja książki przenosi nas do Skandii. Tom podzielony jest na kilka ksiąg. Na początku otrzymujemy dość obszerny wstęp, który ma nadać pewien kontekst życiu głównego bohatera. Jest nim Hal Mikkelson, syn znamienitego i cenionego przed laty wojownika – Mikkela. Niestety, chłopak jest w połowie Arauleńczykiem, co na każdym kroku lubią wytykać mu rówieśnicy. Hal, żyjąc w odosobnieniu, zaprzyjaźnia się ostatecznie z innymi chłopcami, którzy podobnie jak on są wyrzutkami z różnych powodów. Wśród nich najbliższym mu staje się Stig.

Lata płyną i wkrótce chłopcy zostają zmuszeni do wzięcia udziału w specjalnym szkoleniu, które ma ich wprowadzić w dorosłe życie. Oczywiście rówieśnicy nie garną się do przyjęcia odszczepieńców do swoich drużyn, toteż grupa najbardziej niechcianych tworzy swój własny, znacznie słabszy zespół. Teraz dopiero zaczynają się prawdziwe emocje. Drużyny mają ze sobą rywalizować w różnych konkurencjach zbierając punkty. Jaki będzie ostateczny wynik? Czytelnicy Flanagana raczej nie będą zaskoczeni zakończeniem. Choć z pewnością zrozumieją, skąd tak na prawdę bierze się tytuł tomu. Czytaj dalej »

W niedzielę pojawił się kolejny odcinek Raportu Obieżyświata. Tym razem z programu dowiadujemy się, jak wygląda gra karciana 7 Cudów Świata. Poznajemy zasady gry oraz argumenty przemawiające za sięgnięciem po nią. Druga część poświęcona jest elektronicznej kostce do gry DICE+. Ma ona zrewolucjonizować rynek gier planszowych na telefonach i tabletach. Czy warto po nią sięgnąć? Zobaczcie sami!

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Raport Obieżyświata to program telewizji internetowej traktujący o ciekawostkach ze świata fantastyki. Znajdziecie w nim informacje o nowych publikacjach książkowych, systemach RPG czy grach planszowych oraz karcianych. Nie brakuje także relacji z konwentów, tych największych i tych troszkę mniejszych.

Więcej odcinków znajdziecie na stronie internetowej programu.

 

Przyznam, że w ciągu ostatnich kilku lat co najmniej cztery osoby polecały mi tę lekturę. A ja? Cóż… nie spieszyłem się. I teraz trochę żałuję. Bo ,,Kłamca” Jakuba Ćwieka przypadł mi do gustu. I to bardzo.

Tytułowy Kłamca to nikt inny, jak Loki – nordycki bóg odpowiedzialny za oszustwa i złe uczynki. Dzięki przebiegłości żony – Sygin – udaje mu się uniknąć losu wszystkich innych bogów z jego panteonu, którzy giną z rąk aniołów. Tutaj wielu zada pytanie: ale skąd nagle te anioły? Otóż okazuje się, że wszystkie bóstwa od wieków żyją sobie równolegle. Spośród nich najsilniejszym jest Bóg żydów (a później też chrześcijan), który ma do dyspozycji zastępy aniołów. Jednak opuścił on swoje sługi i pozostawił Niebiosom pilnowanie Ziemi. Anioły zaś mają pozbyć się konkurencji – wśród nich bogów nordyckich.

Wróćmy jednak do Lokiego. Kłamca po obaleniu „towarzyszy” musi znaleźć sobie nowe zajęcie, równocześnie nie wchodząc zanadto w drogę Niebiosom. Z natury chciwy, postanawia pracować dla aniołów w zamian za ich cenne pióra. A roboty jest niemało. Nie brakuje wszak samobójców z miejsca zasilających armie Lucyfera, młodych zbuntowanych, którzy przyzwą potężnego demona, czy w końcu innych bożków, które wymknęły się aniołom lub odradzają się dzięki powracającej wierze. A że aniołowie często mają związane boskimi prawami ręce, chętnie korzystają z usług Kłamcy. Wilk syty i owca cała – rzec można. Loki niechętnie, ale konsekwentnie podejmuje się nietypowych zadań od skrzydlatych zleceniodawców. Aż po czasy współczesne. Czytaj dalej »